Kryzys? Jaki kryzys?

Brytyjski punkt widzenia na obecną sytuację finansową. But we are exaggerating, aren't we?

Bez dodatkowego komentarza.

Jak działa jamniczek?

Chrońmy jamniczka!

Więcej: Portal Blaszanego Jeża Jerzego, VI Kronika Non-Camerowa

Moda

Śluby dzieci-kwiatów (1968-75)
Mania buntownicza, spopularyzowana przez ludzi, którzy nie chcieli buntować się totalnie i zupełnie zrezygnować z zawierania małżeństw. Odbywały się na polanie lub na szczycie góry. Ceremonii towarzyszył utwór
Uczucia, grany na sitarze. Przyrzeczenia układali sami zainteresowani, czerpiąc z poezji Khalila Gibrana. Zwykle panna młoda występowała boso, z kwiatami we włosach, pan młody miał wisior z symbolem pokoju i baczki. Mania wyparta w latach siedemdziesiątych przez modę na życie na kocią łapę i brak zaangażowania uczuciowego.

Modę.

MODĘ!

(za: Connie Willis, Przewodnik stada, Prószyński i S-ka 1997, s.174)

Perfekcyjna niedoskonałość (J. Dukaj)

Rodzynki. Pewnie będzie więcej…


Zamoyski zyskał nagle przekonanie, że robił był tak już w przeszłości, że otóż taki miał zwyczaj, nerwowy tik duszy: obserwować je śpiące. Jest to najsubtelniejszy z rodzajów intymności, bo jedyny gwarantujący stuprocentową szczerość obiektu. Tyrani światła dziennego we śnie rozluźniają maski swych oblicz, zwały zeusowych zmarszczek roztapiają się im jak masło na blasze, uwolniona z napięć skóra spływa do najstarszej z zapamiętanych form, tej najprawdziwszej. Ofiary pory słońca — we śnie marszczą brwi przeciwko niewidocznym gnębicielom, wydają zdecydowane pomruki, energicznie poruszają szczęką.

Zwykłem się tak budzić — przypuszczał — w nocy, nad ranem, i patrzeć, jak pod powiekami poruszają się jej gałki oczne, śledząc przelatujące ponad krainą snów serafiny; jak zawiadywane odruchowymi skojarzeniami, przemykają po jej twarzy — niczym szybkie chmury po jesiennym niebie — krótkie odbicia min, jakie przybiera po tamtej stronie. Jej całkowita bezbronność zniewala mnie. Najpiękniejsza jest, gdy o tym nie wie.

(str.100)


— Tchórz, tchórz. Czego się boisz? Introwertyk pieprzony. Trzeba rozmawiać. Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności. Myślisz, że czemu służy spowiedź?

(str. 107)


I im dłużej nad tym myślał, tym mniej trzymało się to kupy. Na moich oczach gwałcą tu fizykę, a ja mogę się tylko przyglądać z otwartą gębą. Ten pieprzony Sak to jeden wielki patchwork czasoprzestrzeni, wkładasz rękę do kieszeni i drapiesz się w jutrzejsze ucho, zajoba można dostać.

(str. 118)

Joszko

Proszę o czas,
by umysł mój miał
tę chwilę na myśl
o tym, o czym by chciał.

Proszę o czas,
o czas dla mych ust,
by nim chlapną coś,
poskromił je mózg.

Proszę o czas
i oddech dla dusz,
by, skoro już śpią,
nie pokrył ich kurz.

Proszę o czas,
by umysł mój miał
tę chwilę na myśl
o tym, o czym by chciał.

Proszę o czas,
by każda ma myśl
znalazła swój sens
nim dojdę do drzwi.

Proszę o czas,
o przestrzeń dla rąk,
by mogły dać znać,
że czegoś też chcą.

I jeszcze dla dusz
bardzo bym chciał,
by z pomocą rąk
dotarły do ciał.

Proszę o czas.

(W. Waglewski)

...aby przetrwać od zimy do zimy...

Drogi mistrzu, mistrzu mojej drogi
Mistrzu Jerzy, mistrzu Wojciechu
Przez was w górach schodziłem nogi
Nie mogąc złapac oddechu

Gór co stają nigdy nie dogonię
Znikających punktów na mapie
Jakie miejsce nazwę swym domem
Jakim dotrę do niego szlakiem

Gór mi mało i trzeba mi więcej
Żeby przetrwać od zimy do zimy
Ktoś mnie skazał na wieczną wędrówkę
Po śladach, które sam zostawiłem

Góry, góry i ciągle mi nie dość
Skazanemu na gór dożywocie
Świat na dobre mi zbieszczadział
Szczyty wolnym mijają mnie krokiem

Pańscy święci, święci bezpańscy
Święty Jerzy, Mikołaju, Michale
Starodawni gór święci mieszkańcy
Imię wasze pieśniami wychwalam

Gór co stoją nigdy nie dogonię
Znikających punktów na mapie
I chaty, by nazwać ją swym domem
Do której żaden szlak by nie trafił

(Tomek Borkowski)

Beskid Niski: błoto, chaszcze, ognisko... parę minut po powrocie do Trójmiasta już chcę z powrotem. Ech...

Resumé

Razors pain you;
Rivers are damp;
Acids stain you;
And drugs cause cramp.
Guns aren't lawful;
Nooses give;
Gas smells awful;
You might as well live.
(Dorothy Parker, 1893-1967)