Rewolucja

Zamieszki w Grecji trwają już piąty dzień. Nie zamierzam pisać tutaj zaangażowanego komentarza na ten temat—zbyt mało wiem o sytuacji politycznej i najnowszej historii Grecji, by moje uwagi mogły faktycznie coś wnieść. Napiszę za to o innej rewolucji.

Mianowicie, czymś dla mnie niesamowitym jest dostęp do niezależnych i alternatywnych źródeł informacji (więcej). Ot tak, na skinienie palca. Wyobrażacie sobie coś takiego choćby 10 lat temu? Ja nie. Obecnie każdy ma możliwość łatwego publikowania w sieci; przeważnie skutkiem tego są tony badziewia (żeby się o tym przekonać, starczy poklikać trochę po Youtube), ale w sytuacji kryzysowej możliwość taka jest nieoceniona. Głupi niby Twitter już kilka razy udowodnił swoją przydatność w takiej sytuacji.

Do tego, w miejsce niedostępnych źródeł informacji natychmiast powstają nowe. Gdy ateńskie Indymedia z niewiadomych powodów przestały działać na kilkanaście godzin, a jedyny wpis w serwisie Direct Action Greece odnośnie bieżącej sytuacji brzmiał 16 lat. Zamordowany przez gliniarzy. Wszyscy na ulice. Nie ma czasu na aktualizacje—redaktorzy mieli na miejscu ważniejsze rzeczy na głowie niż zajmowanie się blogiem—ich rolę automatycznie przejął zaprzyjaźniony blog Occupied London.

Wiele się ostatnio trąbi o szkodliwych skutkach łatwej i taniej możliwości robienia zdjęć i filmowania cyfrakiem lub telefonem, i publikowania efektów w sieci; tutaj jakiś dzieciak czuje się upokorzony, tam nauczycielowi (który, skoro w ogóle dopuścił do zaistnienia takiej sytuacji, w ogóle nie nadawał się do wykonywania tego zawodu) wsadzą kosz na głowę i wrzucą w Internet, siam z kolei sieją oszczerstwa, nawołują do przestępstw i propagują rasizm. Zgoda, wszystko to się dzieje. Ale o drugiej stronie medalu jakoś cicho: ta sama łatwość umożliwia oddolne organizowanie się społeczeństwa, przepływ informacji w sytuacji kryzysowej, pozostający poza kontrolą organów państwowych i poza jakimikolwiek próbami cenzury czy kontroli. Może nam się nie podobać istnienie w sieci miejsc w rodzaju redwatch; ale to samo, co umożliwia istnienie takich miejsc, umożliwia też wolny przepływ informacji, które inaczej zostałyby stłumione i wyciszone (jak w przypadku Grecji), lub na które po prostu nie byłoby czasu i środków (jak w przypadku huraganów w Stanach, gdzie dzięki Twitterowi ludzie mieli możliwość z pierwszej ręki i na bieżąco dowiedzieć się o losach swoich bliskich w czasie kataklizmu).

Gdy oficjalne przekazy są kontrolowane (patrz pierwsze oficjalne oświadczenia ze strony Grecji), gdy nawet alternatywne serwisy informacyjne są nieobiektywne (bo, skoro są przez kogoś redagowane, siłą rzeczy są obciążone jakąś dawką subiektywizmu), możliwość sięgnięcia po relacje, zdjęcia i amatorskie filmy z pierwszej ręki jest bezcenna. Nawet w oskarżeniu strzelającego do Alexandrosa policjanta kluczową rolę odegrał amatorski film nakręcony telefonem komórkowym, na którym nie widać prawie nic—ale w szczególności nie widać, by młodzież atakowała policję. Mimo pierwotnych prób, sytuacji nie da się zatuszować, nie da się wmówić opinii publicznej, że tak naprawdę nic się nie dzieje, a sytuacja jest pod kontrolą.

Dziesięć lat temu, dałoby się. Kiedy ludzie mogli porozumiewać się bezpośrednio telefonami, nie było bezpośredniego dostępu do relacji z pierwszej ręki, relacje świadków roznosiły się jako plotki i z wiarygodnością plotki, a alternatywnymi do mainstreamowych źródłami informacji byłyby plakaty i ulotki wolnościowców. Kiedy nie byłoby technicznej możliwości natychmiastowego zorganizowania solidarnościowych akcji w miastach całego świata. Kiedy w sądzie mielibyśmy słowo policjanta przeciwko słowu manifestującego, a cała sprawa byłaby stosunkowo łatwa do zatuszowania. Teraz—to wszystko nie jest możliwe, informacja chce płynąć i płynie, a gdy z jakichś przyczyn przestanie działać jeden niezależny serwis, na jego miejsce powstają trzy następne. To jest rewolucja. Równie ważna, albo wręcz ważniejsza od tej z kamieniami i koktajlami Mołotowa.

  1. Zal powiedział(a):

    Trudno się nie zgodzić. Jest to prawdziwa wartość dla społeczeństwa informacyjnego.

  2. daniel powiedział(a):

    Jak zaczną kontrolować neta to wracamy do czasów w najlepszym przydatku z przed neta !

  3. Zal powiedział(a):

    @daniel: Kontrola Internetu to nie taka prosta sprawa. Nawet Chińczykom się to nie udało (bazują głównie na socjotechnikach, a nie na rozwiązaniach czysto technicznych).

  4. sziwan powiedział(a):

    „[…] nie da się wmówić opinii publicznej, że tak naprawdę nic się nie dzieje, a sytuacja jest pod kontrolą”

    Careful what you wish for. Pół Grecji płonie.

  5. japhy powiedział(a):

    Twierdzisz, że lepiej byłoby całą sprawę wytłumić nie wspominać o niej, zapomnieć? Na mój prosty, chłopski rozum, skoro ludzie wychodzą dziesiątkami tysięcy na ulice, to COŚ JEST NIE TAK – chyba, że to jakieś przypadkowe społeczeństwo wyszło, które nie ma nic wspólnego z miłującym pokój i swoje państwo ludem Grecji? To jest zbyt silna reakcja, żeby chodziło o pojedyncze morderstwo, muszą być głębsze powody.

    Szczegółów ostatniej historii Grecji ani tamtejszej polityki nie znam, jak już pisałem, więc nie zamierzam się o tym wypowiadać. Nie czuję się kompetentny do sensownego skomentowania sytuacji od tej strony. Za to uważam, że jeśli w kraju są powody do takiej reakcji, większym złem byłoby, gdyby NIE było możliwości oddolnej organizacji, a cała sprawa została szybko zagłaskana przez media.

  6. sziwan powiedział(a):

    Wiem za mało żeby stwierdzić czy rzeczywiście coś stoi za taką a nie inną reakcją. Wiem natomiast wystarczająco o tym jak łatwo manipulować masami i o tym jak masy dają się manipulować. Wiem też, że w większości wypadków mainstreamowe media są na tyle odpowiedzialne, żeby ludźmi nie manipulować w sposób który wywoła masowe zamieszki. Rozproszone media to także rozproszona odpowiedzialność.

    Niezależnie od sytuacji nie uważam prawa band gówniarzy do rzucania koktajlami mołotowa w policję czy w kogokolwiek, plądrowania sklepów i niszczenia własności publicznej za dane — niezależnie od tego czy zostali sprowokowani czy nie. Tam giną ludzie, po obu stronach, być może właśnie dlatego że jeden rozchwiany emocjonalnie nastolatek napisał na bloga, a drugi podlinkował dalej. Niezależnie od tego czy i jak bardzo winny jest ten policjant, nie ma „powodów do takiej reakcji”, nic tego nie usprawiedliwia.

    Policjant powinien być osądzony w sprawiedliwym procesie przeprowadzonym na podstawie dowodów, w tym również nagrań z telefonów komórkowych osób postronnych.

  7. sl3dziu powiedział(a):

    Grecja jest przykładem ogromnej nieodpowiedzialności. Przede wszystkim chodzi o wykorzystywanie faktu zastrzelenia chłopaka przez opozycję obecnego rządu, jeśli dodamy do tego ogólne niezadowolenie z powodu kryzysu gospodarczego to wybuch zamieszek był w 100% pewny.

    Przede wszystkim nie podoba mi się nazywanie ‘zabójstwem’ sytuacji kiedy grupa ludzi obrzuca policjantów koktajlami Mołotowa. Gdyby policjant spłonął żywcem pewnie wszystko było by ok, a przypuszczam że gdybym był jednym z tych policjantów to też bym zaczął strzelać.

  8. japhy powiedział(a):

    Od końca, @sl3dziu: według zeznań świadków i nagrań, gówniarzeria niczym nie rzucała w policję, tylko krzyczała; wspomniany film nagrany podczas zdarzenia też nie pokazuje agresji w kierunku policji. Zapewne młodzież nie krzyczała przyjaznych rzeczy, ale nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia w danym momencie. (Nie, nie byłem tam, nie widziałem, ale mam takie same podstawy twierdzić, że nie stanowiła (a nawet, jak się uprę, że stała sobie spokojnie i cicho), jak Ty, że rzucała koktajlami Mołotowa). Po drugie, od policji można wymagać opanowania i umiejętności posługiwania się bronią; „dwa strzały ostrzegawcze w powietrze *i jeden w ziemię*” (taka jest obecnie oficjalna wersja oskarżonego policjanta—a przynajmniej była po południu, ta wersja zmienia się dość często) to jakieś brednie, zwłaszcza, że świadkowie widzieli, jak policjant CELOWAŁ.

    @sziwan: ja za to obstawiam, że gdyby nie niezależne kanały przekazywania informacji, działoby się to samo. Może trochę później, może sprowokowane czym innym, może na mniejszą skalę (ja nie wiem, ani Ty nie wiesz, czy by faktycznie się działo; sądząc z relacji, mam takie przeczucie). Za to—jak już się coś dzieje, opinia publiczna wie. Grecja nie ma możliwości zmieść tego pod dywan, potraktować jako „wewnętrznej sprawy” i wydać paru oficjalnych komunikatów. Zauważ, że dopiero pod naciskiem niezależnych relacji media mainstreamowe przestały z automatu powtarzać pierwszą wersję zeznań policjantów. Samych zamieszek, jak już dwa razy pisałem, nie chcę oceniać, bo nie mam po temu podstaw; oceniam (i podziwiam) za to fakt, że opinia publiczna ma dostęp do bezpośrednich, niefiltrowanych relacji.

    I tak, uważam za jednoznacznie dobrą rzecz, że media nie są w stanie przemilczeć sytuacji (czy raczej wytłumić, bo przemilczeć się starają). Nie piszę o prawie do rzucania koktajlami Mołotowa—piszę o mojej możliwości dowiedzenia się nie tylko z oficjalnych kanałów, co się tam właściwie dzieje. Pal zresztą sześć mojej—możliwości bliskich tych, którzy tam są; możliwości prasy, w tym mainstreamowej, która ma lepsze podstawy do analizy sytuacji i rzetelnego jej przedstawienia (Guardian w artykułach o Grecji powołuje się m.in. na Twittera); o tym wreszcie, że wiedza o sytuacji umożliwia reakcję innych państw, a także jakikolwiek społeczny nadzór nad tą reakcją (lub jej brakiem).

Dodaj komentarz:

Kategorie

Archiwum